Shoegaze

obrazek przedstawia przedstawicieli gatunku muzycznego shoegaze

Wpatrując się w buty

 Wbrew temu, co się powszechnie uważa, istnieje wśród muzyków rockowych pewne grono artystów stroniących od typowej sławy w stylu “sex, drugs and rock and roll”. Następujące elementy mogą nam podpowiedzieć, że to właśnie z nimi mamy do czynienia: są wycofani, czasem anemiczni, noszą grzywki i ubierają się w oversizowe swetry, a na koncertach zamiast na publikę, patrzą się na swoje buty. Ciężko do końca wyłapać wszystkie śpiewane przez nich słowa, bowiem skutecznie przygłusza je potężna gitarowa ściana dźwięku. Oszałamiająca, ale jednak w tym szaleństwie jest metoda. Bowiem u tych artystów – przedstawicieli shoegaze, nic nie jest przypadkowe. Nawet wbijanie wzroku w ziemię, którego celem jest tak naprawdę używanie pedalboarda. Stąd zresztą wzięła się nazwa tego gatunku (shoe – buty, gaze – gapienie się).

 Shoeagaze zapoczątkowany został w Wielkiej Brytanii (i teraz zastanawiam się, czy to przypadek, że większość słuchanych przeze mnie zespołów pochodzi z wysp?). Powstał pod koniec lat 80., natomiast szczyt jego popularności przypada na wczesne lata 90. Tak jak wcześniej wspomniałam, charakteryzuje go tak zwana “ściana dźwięku”. W tym zabiegu wykorzystuje się przede wszystkim gitary, które generują hałas. Taki efekt można uzyskać rezygnując z grania typowych sekwencji akordowych czy wyrazistych melodii, a zastępując je przedłużanymi, często zniekształconymi dźwiękami oraz gitarowymi efektami (takimi jak fuzzy czy disortiony). Całość nakłada się na siebie, nie sposób więc odróżnić jednej linii melodycznej od drugiej. Shoegaze jednak nie przytłacza, albowiem w opozycji do muzycznego chaosu stoją wokale. A te zazwyczaj są eteryczne i przygaszone. Stanowią tło do muzyki, można czasem odnieść wrażenie, że nie odgrywają w niej żadnej roli. Nic bardziej mylnego, ponieważ nie są one wcale mniej ważne niż dźwięki. Kiedy zagłębimy się w teksty utworów okazuje się, że wyrażają one głęboką emocjonalność i wycofanie artystów. Mają introspekcyjny charakter i często opowiadają o ich doświadczeniach z narkotykami.

Shoegaze, a może dreampop – czyli konflikt nierozwiązany

 Niestety sprawa nie jest jednak wcale taka prosta. Gatunki muzyczne nie zawsze są szufladkami, do których według określonego schematu wrzucamy poszczególne zespoły. Tak jest między innymi właśnie w przypadku shoegaze’u. Kiedy zaczęłam interesować się tym gatunkiem, przeszukiwałam fora w odpowiedzi na pytanie: czym tak naprawdę różni się shoegaze od dream-popu i czy przypadkiem nie powinniśmy ich wrzucić do jednej szuflady? Na przykład: płyta “Souvlaki” Slowdive opisywana jest zarówno jako dream-popowa, jak i shoegaze’owa. Nie zawsze w utworach Ride występuje ściana gitarowa, a słuchając Chapterhouse jesteśmy przecież w stanie odróżnić jedną linię melodyczną od drugiej. Ten bałagan terminologiczny wprawił mnie w niemałą konsternację. Na podstawie ogólnych wskazówek próbowałam sama dokonać kategoryzacji poszczególnych artystów i być może ktoś się ze mną nie zgodzi, ale uważam, że nie należy stawiać znaku równości między tymi gatunkami.

 Moim zdaniem, jeśli słuchamy muzyki i czujemy, że wokale idą w parze z dźwiękami lub są schowane za nimi, istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że mamy do czynienia z shoegazem. Tutaj gitary powinny wydawać z siebie hałasy. Śpiew może być rozciągnięty, zniekształcony, ale też delikatny – ważne, że jest głośno. Dream-pop jest już bardziej melodyczny, łagodniejszy, choć i tu pojawić się może chaos w dźwiękach. Chodzi jednak przede wszystkim o wytworzenie atmosfery. A więc shoegaze – surowy, głośny, gitarowy, a dream-pop – eteryczny, atmosferyczny, bardziej delikatny. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że jest to spore uproszczenie. W rzeczywistości oba gatunki mają wiele wspólnego i wzajemnie się przenikają. O dream-popie napiszę zresztą osobny post. Tymczasem wstawię dwa utwory, które pozwolą Wam dostrzec wymienione wyżej różnice.

Przykład utworu shoegazowego

Przykład utworu dream-popowego


Nie tylko Slowdive, MBV i Ride

 Jest mi bardzo przykro, że do worka z shoegazem wrzuca się przede wszystkim takie zespoły jak My Bloody Valentine, Slowdive, czy Ride, a pomija mniej znane bandy, które również wpisują się w tę stylistykę. I choć nie zawsze spełniają wszystkie wymogi definicyjne, to warto poświęcić im uwagę. Mowa tu między innymi o takich artystach jak: Lush, Catherine Wheel, Jesu, Starflyer 59…Część z nich to zespoły grające głównie rock alternatywny, części bliżej do post-punku. Jednak wszystkie mają ten jeden istotny dla shoegaze’u punkt wspólny: lubią hałas.


Artyści:
  1. Slowdive
  2. Jesu
  3. Lush
Płyty:
  1. “Souvlaki” Slowdive
  2. “Split” Lush
  3. “Chrome” Catherine Wheel

 I oczywiście playlista:

2 thoughts on “Shoegaze”

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *