Moje ulubione dzieła Ennio Morricone

ennio morricone

 6 lipca z samego rana doszła do mnie bardzo przykra informacja o śmierci Ennio Morricone. Na ogół nie reaguję płaczem na wieść o śmierci moich idoli, jednak tym razem było zupełnie inaczej. Ta reakcja nie była wcale spowodowana faktem, że mój muzyczny guru odszedł do lepszego miejsca. Pomyślałam sobie natomiast, że pewna epoka w muzyce właśnie się zakończyła. Ennio Morricone wraz ze swoim gigantycznym dorobkiem odszedł na zawsze i nigdy nie stworzy już żadnego chwytającego za serce dzieła. Tarantino powiedział kiedyś, że muzykę Morricone należy stawiać obok dokonań Mozarta, czy Beethovena. I ja się z tym stwierdzeniem zgadzam, mimo, że sam kompozytor odcinał się od tych słów, traktując je z przymrużeniem oka. Dziś chciałabym podzielić się z Wami moimi 10 ulubionymi dziełami Mistrza, choć biorąc pod uwagę ilość stworzonych przez Niego kompozycji, jest to naprawdę spore uproszczenie. Pod (prawie) każdym z utworów znajdziecie krótką historię z nim związaną. Posiłkowałam się autobiografią “Ennio Morricone. Moje życie, moja muzyka” autorstwa Alessandro de Rossy. Samą książkę gorąco polecam, nie tylko fanom kompozytora, ale również wszystkim zainteresowanym muzyką filmową.

A Fistful of DollarsZa garść dolarów (1964)


O początkach współpracy z Sergio Leonem, twórcą Trylogii Dolarowej:

“Pod koniec 1963 roku odebrałem pewnego dnia telefon.
-Dzień dobry, nazywam się Sergio Leone.
Mężczyzna w słuchawce wyjaśnił, że jest reżyserem, i bez zbytecznych wstępów oświadczył, że chętnie do mnie wpadnie, by omówić pewien projekt. Nazwisko Leone nie było mi obce, ale dopiero kiedy zobaczyłem go u progu drzwi, coś wreszcie zaskoczyło. Natychmiast zwróciłem uwagę na charakterystyczny ruch dolnej wargi, który skądś kojarzyłem. Ten facet przypominał chłopaka, którego poznałem w trzeciej klasie podstawówki.
-Leone? Nie chodziliśmy razem do podstawówki? – zapytałem.
A on:
-Morricone? Ten, który łaził ze mną po viale Trastevere?
Nie mogliśmy w to uwierzyć. Znalazłem stare zdjęcie naszej klasy, na którym byliśmy obaj. Niewiarygodne spotkanie po prawie trzydziestu latach.”

The good, bad and the uglyDobry, zły i brzydki (1966)


“Kiedy słuchałem opowieści Sergia, przyszedł mi do głowy pomysł, by przywołać odgłos kojota, który podkreśli zwierzęcą brutalność Dzikiego Zachodu. Tylko jak to zrobić? Wymyśliłem, ze nakładając na siebie dwa zachrypnięte męskie głosy, jeden dobitnie śpiewający a, drugi e, dzięki nienaturalnemu i falsetowemu napięciu strun głosowych uda mi się zbliżyć do celu.”

Once upon a time in WestPewnego razu na Dzikim Zachodzie (1968)


Alessandro De Rossa: Czy przypięto ci etykietykę westernowego kompozytora?
Ennio Morricone: “Tak. I globalne uznanie dla tych utworów w jakimś sensie mnie przerażało, ponieważ nie chciałem tak być definiowany. Do dziś zrobiłem trzydzieści sześć westernów, co stanowi jakieś osiem procent mojego dorobku. Ale wiele osób, w sumie prawie wszyscy, kojarzą mnie głównie z tym gatunkiem…I przede wszystkim ze Stanów Zjednoczonych nie przestają napływać propozycje związane właśnie z westernami. Prawie zawsze odmawiam.”

Gabriel’s OboeMisja (1986)


“Pojechałem do Londynu, aby zobaczyć film. Po wstępnym montażu był jeszcze w wersji niemej, ale i tak wzruszył mnie i autentycznie oszołomił. Powiedziałem, że jest przepiękny już teraz i że moja interwencja, nawet i wysoce „zainspirowana”, może go popsuć…I odmówiłem współpracy.
Po obejrzeniu filmu po raz pierwszy płakałem ze wzruszenia dobre pół godziny. Finałowa scena rzezi bardzo mnie poruszyła, nie mówiąc o sekwencji z dziewczynką ocalałą z masakry, która znajduje w rzece świecznik oraz skrzypce i wyławia bez wahania instrument…Nie chciałem tego popsuć. Ale Fernando Ghia (producent) nie pozwolił mi wyjść ze studia i nalegał tak mocno, zresztą razem z Puttnamem i samym Joffém (reżyser), że w końcu się zgodziłem”.

Love theme Cinema Paradiso (1988)


Morricone o tym, jak zrezygnował z pisania muzyki do “Starego Gringo” i zajął się tworzeniem kompozycji do “Cinema Paradiso”:

“Przeczytałem bo bardzo lubiłem Cristaldiego i zawsze nam się dobrze pracowało. Doszedłem do końcowej sceny pocałunku i klamka zapadła. Zostawiłem “Starego Gringo” i poświęciłem się Cinema Paradiso. Czasem tak w życiu bywa. Zdarzają się niespodziewane okazje, które trzeba odważnie łapać. Scena wywarła na mnie ogromne wrażenie jeszcze na papierze. A kiedy zobaczyłem jak ją sfilmował Tornatore, tylko utwierdziłem się w słuszności pierwszego odczucia: że mam do czynienia z wybitnym talentem narracyjnym i reżyserskim. Przedstawienie na ekranie historii kina poprzez ocenzurowane przez lokalnego księdza sceny pocałunków wydało mi się genialnym pomysłem.”

Here’s to you (feat. Joan Baez) Sacco i Vanzetti (1971)


Reżyser Giuliano Montaldo wspomina pierwsze spotkanie Morricone z Joan Baez:

“Ennio przesłuchał płyty Baez, by poznać jej możliwości wokalne i skalę głosu. I był tak dobrze przygotowany do rozmowy, że – jak wyznała mi piosenkarka – czuła się, jakby pracowali ze sobą od wielu lat. Idylla od pierwszego wejrzenia. Niesamowite spotkanie.”

L’Ultima Diligenza Di Red RockNienawistna ósemka (2015)


O tym, jak Ennio w końcu zgodził się napisać muzykę do filmu Tarantino:

„Tarantino bardzo nalegał. Przyjechał nawet do Rzymu i spotkaliśmy się w przeddzień ceremonii rozdania nagród filmowych David di Donatello. Przywiózł ze sobą przetłumaczony na włoski scenariusz. I oświadczył, że z uwagą śledzi moje dokonania, dobrze zna moją muzykę i od teraz chce tylko mnie. Na moją decyzję wpłynęła też z pewnością opinia bliskich mi osób. Gdy wspominałem o możliwości współpracy, wielu przyjaciół […], Maria, moje dzieci, a nawet wnuki, zaczęło pytać, dlaczego mu zawsze odmawiam. Na co odpowiadałem, że może tym razem się zgodzę, ale pod warunkiem, że to nie będzie western!”

Chi Mai Magdalena (1971)


Niestety nie doszukałam się w książce fragmentów mówiących o muzyce do filmu “Magdalena”, mimo tego nie wyobrażam sobie aby w moim zestawieniu mogło zabraknąć “Chi Mai”. Utwór został napisany do filmu Jerzego Kawalerowicza (Ennio Morricone bardzo dobrze wspomina spotkanie z polskim reżyserem). Miałam szczęście słyszeć to dzieło na żywo podczas koncertu Morricone w Krakowie w 2017 roku i to chyba właśnie ono wywarło na mnie największe wrażenie.

Requiem Who Killed Pasolini? (1995)


Morricone o muzyce do filmu “Who Killed Pasolini?”, opowiadającym o ostatnich godzinach życia kontrowersyjnego reżysera.

“Chciałem stworzyć muzykę, będącą długim rozważaniem o Pasolinim, o przyczynach i wydarzeniach, które doprowadziły do jego tragicznej śmierci, do dziś spowitej całunem tajemnicy.
Często się zastanawiam, co dzisiaj by powiedział, jakie byłyby jego sądy o świecie, w którym żyjemy. Bardzo mi brakuje jego intelektualnej światłej przenikliwości, a nowych Pasolinich na horyzoncie…na razie nie widzę.”

Abolisson Queimada (1969)


Gillo Pontecorvo (reżyser Queimady) prywatnie przyjaźnił się z Morricone. Muzyk przytacza jego słowa:

“Mój przyjaciel reżyser Gillo Pontecorvo mówił, że za każdą historią, którą opowiada kino, kryje się prawdziwa historia. I to ona właśnie się liczy. A muzyka musi wydobyć tę ukrytą opowieść i nadać jej głośno wyraz.”

Moim zdaniem, Ennio Morriccone był mistrzem w wydobywaniu opowieści poprzez muzykę. Żywię cichą nadzieję, że jego utwory, podobnie jak dzieła Mozarta, pozostaną nieśmiertelne.


Alessandro de Rossa, Ennio Morricone. Moje życie, moja muzyka. Autobiografia, 2018.